Design Thinking cz. 2  – jak wprowadzić do Twojej firmy innowacje

Design Thinking cz. 2  – jak wprowadzić do Twojej firmy innowacje

W poprzednim, rozpoczynającym cykl artykule przybliżyliśmy pojęcie Design Thinking ukazując, że stosowanie tej metody nie jest trudne, a w dodatku — z powodzeniem coraz częściej wykorzystywane na naszym rodzimym, śląskim rynku. Stąd też cel artykułów — poszerzanie wiedzy i świadomości oraz zachęcenie Was — właścicieli firm, menedżerów czy dyrektorów do implementacji jej w swoich projektach, czy przedsiębiorstwach. Wierzymy, że wiedza poprawia innowacyjność i kreatywność, dzięki czemu przedsiębiorstwa będą zwiększały swoją konkurencyjność. Jednak do rzeczy!

Na początek małe przypomnienie — o czym w ogóle piszemy?

Design Thinking (DT) to metoda tworzenia innowacyjnych produktów i usług na podstawie dogłębnego zrozumienia potrzeb i problemów użytkowników. W jego założeniach mieści się przede wszystkim koncentracja na odbiorcy, interdyscyplinarny zespół oraz eksperymentowanie. Dzięki temu powstają rozwiązania pożądane przez ich użytkowników, przemyślane technologicznie i ekonomicznie.

Przechodzimy do lekcji numer dwa!
Proces design thinking w najprostszym ujęciu podzielony jest na cztery etapy: Poszukiwanie (Research), Synteza, Ideacja i testy oraz Wdrożenie — każdy z nich jest równie istotny. Co więcej, każdy etap złożony jest z wielu interakcji, pętli, przez które sprawdzamy, czy to, co udało nam się już zdobyć, dowiedzieć czy sprawdzić jest zasadne i przybliża nas do rozwiązania. Popularne jest stwierdzenie, że podstawowym narzędziem projektanta jest kosz — wciąż należy sprawdzać i próbować, nie bojąc się „wyrzucić” kolejnego pomysłu.

We wstępnej fazie projektowania nie należy przywiązywać się emocjonalnie do pomysłów, nawet jeśli wydają się idealnym rozwiązaniem — należy je najpierw przetestować i wystawić na działanie możliwych ataków i prób. Jeśli przetrwa — przechodzi do rozwinięcia. Najlepiej wizualizuje to diagram zwany „podwójnym diamentem”. Czym jest? To schematyczne przedstawienie tego, co dzieje się w naszych głowach podczas procesu projektowego, jednak jego wizualne przedstawienie pozwala na zobrazowanie kierunku działań, reagowanie w trakcie projektowania i ewentualną eliminację problemów o wiele wcześniej. Mapowanie zadań na realnym schemacie pozwala dzielić się z zespołem informacjami o projekcie oraz ingerowaniem w jego strukturę. Jak wszystkie techniki Design Thinking także Podwójny Diament, może być dostosowywany do potrzeb i modyfikowany, może zostać nawet powiększony o kolejny diament, jeśli projekt wymaga dalszego rozwoju.

„Diamenty” połączone są rombami, które stykają się wierzchołkiem. Ramiona rombu rozchodzą się, co oznacza, że należy działać szeroko i zebrać jak największą ilość informacji. Następnie schodzą w dół, gdzie zaczyna się kolejny etap — filtrowanie oraz przesiewanie zdobytego materiału, opracowanie briefu.
Całość schematu dzieli się na 4 elementy: odkrywanie → definiowanie → tworzenie rozwiązań → wdrożenie.

Ilustracja: Diagram podwójnego diamentu

W tym artykule skupimy się na pierwszym etapie — poszukiwaniu.
Proces DT zaczyna się od analizy i zdefiniowania problemu. To moment empatycznego podejścia do klienta i zebranych informacji. Należy „wejść w buty użytkownika” i spojrzeć na świat jego oczami. Można np. pokonać drogę usługi towarzysząc mu lub podejrzeć jak radzi sobie z naszym produktem. To moment kluczowy, wymagający cierpliwości.

Im więcej informacji zbierzemy, tym lepiej będziemy dotrzemy do sedna problemu projektowego. Można tu korzystać z różnorodnych technik prowadzenia wywiadu, obserwacji, pisania dzienników i analiz (np.: SWOT).

Jak mawiał Henry Ford: „Gdybym na początku swojej kariery jako przedsiębiorcy zapytał klientów, czego chcą, wszyscy byliby zgodni: chcemy szybszych koni. Więc ich nie pytałem”. Z drugiej strony, chcąc partycypować ze wszystkimi, pytać, o to jakiego auta chcą — uzyskamy tyle samo pragnień ilu zainteresowanych zapytamy.

To jak w końcu, pytać, czy nie pytać? Przyglądać się czy kierować się głównie swoim przekonaniem? Uzyskanie złotego środka początkowo może wydawać się trudne.

Kluczem jest zrozumienie, że nie projektujemy czegoś dla wszystkich na raz i właśnie odpowiedni Research. Gdyby Ford chciał stworzyć jeden samochód dla wszystkich, z pewnością byłaby to abstrakcyjna hybryda — szybka, luksusowa, terenowa, czerwona, czarna, różowa, trochę cabrio, a trochę kombi. Należy pamiętać, że przedmioty muszą jasno komunikować czym są, jeśli ma to być szybki samochód to musi „szybko” wyglądać. Jeśli projektujemy hydrant, to także musi on komunikować swoją funkcję — informuje on przecież straż pożarną w razie zagrożenia i nie może być podobny np. krasnala, bo to zaburzy komunikat, nie będzie funkcjonalne.

Obserwuj, podglądaj, szukaj dopasowanych rozwiązań
Dla lepszego zobrazowania artykułu posłużymy się przykładem. Według badań, chłopcy jako zabawkę dla siebie wybierają konia, zaś dziewczynki aniołki. Producent mógłby na tej podstawie zdecydować się na produkcję obu zabawek. Może jednak pójść o krok dalej i rozważyć problem: Jaką zabawkę stworzyć, aby chciałby się nią bawić zarówno chłopiec jak i dziewczynka? Tak postawiona sprawa znajduje uzasadnienie biznesowe.
Z jednej strony pozwoli ograniczyć koszty produkcji (w końcu będziemy wytwarzać jedną zabawkę), a z drugiej zwiększyć szansę zysku, gdyż obejmie większy rynek (chłopców i dziewczynki). Co zatem zrobi zespół projektowy dalej?

Po pierwsze, stworzy persony docelowego użytkownika — osoby, wokół której skupiona powinna być uwaga. Można do tego celu stworzyć Mapę Interesariuszy, która pokaże kto jest naszym kluczowym odbiorcą. W analizowanym przykładzie pierwsza persona — dzieci w wieku 3–8 lat przedstawiać powinna m.in. w jaki sposób dzieci w tym wieku się bawią, jak się zachowują, co robią, a nawet, jakie mają możliwości złapania zabawek (małe dłonie). Przez cały proces persony będą podawały w wątpliwość proponowane rozwiązania, poprzez sprawdzenie, czy rzeczywiście szukamy rozwiązań adekwatnych dla nich. Idąc dalej, zgodnie z przedstawionym wyżej schematem zespół zrobi kolejny krok. Zaprosi do współpracy dzieci, będzie obserwować, w jaki sposób bawią się chłopcy, a w jaki dziewczynki, czego im brakuje. Stworzy także drugą personę — rodziców. W końcu to oni podejmują decyzję o zakupie. Należy poznać ich zdanie, wiedzieć czego szukają dla swoich dzieci, przebadać wpływ czynników, które decydują o zakupie np.: edukacja, bezpieczeństwo, forma czy cena.

Nie wiem, więc… wiem więcej!

Można zapytać, po co to wszystko, przecież prawdopodobnie będą to bardzo kosztowne działania. Otóż… nie do końca! Punktem wyjścia dla zespołu jest przecież stwierdzenie „nie wiem”, a to wyzwala pokłady kreatywności w każdej osobie zaangażowanej w projekt, by najzwyczajniej zaczęła obserwować otaczający świat. Zebranie też całego zespołu nie musi wiązać się z inwestycją. Powinny bowiem to być osoby z firmy — handlowiec, przedstawiciel produkcji, marketingowiec, a może nawet pracownicy administracji oraz klienci. Każdy może wnieść coś cennego. Badania z rodzicami czy dziećmi również nie muszą należeć do najdroższych, a już na pewno do takich nie należy Research w Internecie. Wszystko sprowadza się, do tego, by najprościej skompletować ogromną liczbę informacji. Zyskujemy dzięki temu holistyczny obraz przedsięwzięcia. Praca w interdyscyplinarnym zespole projektowym pozwala spojrzeć na problem z wielu perspektyw, każdy prowadzi własne obserwacje i wyciąga wnioski na podstawie swojej wiedzy i przeżyć. Im szersza analiza tym więcej niepewności zostaje poddanych dyskusji i ewentualnej eliminacji lub rozwojowi.

Podsumowując, pierwszy etap procesu design thinking polega na zgromadzeniu dostępnej wiedzy, która później będzie podlegała weryfikacji i syntezie w celu tworzenia wniosków. Całość wydaje się dość banalna, jednak zmiana schematu myślenia w przedsiębiorstwach na zgodny z myśleniem projektowym potrafi zburzyć struktury. Rzuca bowiem światło, że nowe produkty, procedury czy całe marki nie powstają, a nawet nie powinny, w głowie jednej osoby, bo takie ma stanowisko, a być efektem synergii wiedzy i ciągłych testów. Samo otworzenie się na nową wiedzę może okazać się wręcz małym objawieniem.